Relacje naszych klienów

Untitled-3

Relacje klientów

Szczęśliwa kobieta

 

Praca Ewy daje wymierne efekty. Jeśli głęboko wierzysz w to, że coś może zmienić się w Twoim życiu na lepsze, korzystając z usług Ewy, możesz być pewien, że zaobserwujesz cuda. Dosłownie. Patrzysz na zmieniający się samoistnie świat i myślisz – „Wow! Jak to? To chyba niemożliwe”. Ale cieszysz się jak dziecko, jesteś wdzięczny losowi, bo faktycznie widzisz zmiany, doświadczasz ich namacalnie.

Wiem, że brzmi to wręcz niewiarygodnie, ale mówię o faktach, których doświadczyłam sama. I których doświadczam nadal, na co dzień. I nie czekasz na efekt latami, zmiany widoczne są dosłownie z dnia na dzień.

Zależy Ci na poprawie czegoś i nagle, zupełnie niespodziewanie widzisz, że na przykład ktoś, kto nie był Ci życzliwy, zmienił się i jest dla Ciebie miły. Pomyślisz – „nie, to niemożliwe, wydawało mi się”, lub – „to tylko przypadek”. Następnego razu znowu widzisz, że osoba ta jest bardzo, bardzo miła dla Ciebie – i przypomnisz sobie „Wow, miałam proces z Ewą, to faktycznie działa”.

Zatem zacznij zmiany od siebie, od swojego myślenia, od pozytywnego postrzegania świata. Chciej być lepszym – i nim bądź, chciej nieść dobro – i to rób, a wszystko wróci do Ciebie z nawiązką. Zaproś Ewę na spotkanie i pomóż sobie w realizacji powyższego. Samemu, szczególnie w trudnej sytuacji ciężko przepracować dyskomforty. Ewa Ci pomoże.

Być może jedna sesja nie załatwi wszystkich obszarów, ale każdy, którego dotkniesz już po jednym spotkaniu pobudzi się do lepszego.

Ewa pomoże Ci przepracować coś, czego potrzebujesz.

Jest zaangażowana w to, co robi, nie oszczędza czasu, jeśli daje Ci swoją atencję na sesji to po to, aby gruntownie przepracować cały obszar. Nie powie Ci, „zakończmy już na dzisiaj, resztą zajmiemy się jutro” tylko drąży temat do końca, bo naprawdę chce Ci pomóc. I to robi – skutecznie.

Ewa, dziękuję Ci. Dziękuję Ci bardzo. Jestem wdzięczna losowi za to, że Cię poznałam i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze.

Szczęśliwa Kobieta

Untitled-5_03

Radek

Czasami człowiek ma dobre chwile, tryska energią i wtedy najchętniej podzieliby się swoim szczęściem z innymi ludźmi. Innym razem, w natłoku kłopotów, problemów i spraw trudnych do rozwiązania stajemy się niechętni do kontaktów i innymi, najchętniej zamknęlibyśmy się w swojej „norce” i nikogo do niej nie wpuszczali. Okazuje się, że w takich momentach możliwość porozmawiania z drugim człowiekiem, „wyrzucenia” z siebie żali i problemów działa terapeutycznie. Ktoś inny stwierdzi, że najchętniej poszedłby wtedy z „kumplami na piwko” i to mu pomoże w złych chwilach. Okazuje się, że takie rozwiązania działają tylko chwilowo, a najczęściej są tylko próbą UCIECZKI przed naszymi problemami. Skuteczność tych rozwiązań jest tylko pozorna, a po jakimś czasie zdajemy sobie sprawę, że nasz problem pozostał i wcale nie został rozwiązany. Co więcej, po jakimś czasie takich „działań terapeutycznych” możemy odnieść wrażenie, że nasz problem jeszcze mocniej nas przygniata, a co gorsza, upływ czasu potęguje wrażenie „nierozwiązywalności” problemu.

Prawda okazuje się po wielokroć bardziej skomplikowana – tylko zmierzenie się samemu ze sobą, zdefiniowanie problemu i nazwanie go po imieniu, pozwala na prawdziwe „zmierzenie się” z danym problemem. Kluczem wcale nie jest rozwiązanie problemu tylko zrozumienie, jak z nim żyć aby odzyskać odpowiednią „równowagę” w życiu. To banalne zdanie, ale przy wielu problemach, które mogą spotkać każdego z nas, chodzi nie o samo rozwiązanie, ale o znalezienie w sobie odpowiedniej „siły”, lub jak kto woli „energii”, aby dalej budzić się co rano z „otwartą przyłbicą” a nie kulić się ze strachu i chować pod kołdrę.

Takim właśnie wyzwaniem było moje spotkanie z Ewą. Przyznam, nigdy nie byłem miłośnikiem jakichkolwiek terapii, ani zwolennikiem chodzenia po lekarzach. Zdecydowałem się na ten krok w obliczu bardzo poważnej choroby mojego dziecka, co więcej, wymagającej operacji chirurgicznej. Przyznam, że przeszliśmy z córką już około dziesięciu różnych operacji, i wydawałoby się, że powinienem być już „zahartowany w boju”, ale tym razem z jakichś niewyjaśnionych dla mnie przyczyn coś we mnie wewnętrznie przysiadło, zacząłem tracić poczucie. no właśnie, trudno mi nawet samemu nazwać to uczucie, ale naprawdę nie miałem już sił. I właśnie wtedy ktoś z mojego otoczenia, ktoś, kogo mógłbym śmiało nazwać „przyjacielem”, wspomniał o Ewie i nie dając mi szansy na odmowę umówił mnie na spotkanie.

Kiedy przyszedłem na spotkanie, z całą pewnością byłem przeszyty niepewnością, może nawet obawami. Jednak byłem na tyle zdeterminowany, że nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się wycofać. Jestem przekonany, że każdy z Was miał w swoim życiu takie chwile, kiedy nie było innego wyjścia jak „przeć na przód”. Ja byłem gotowy na wszystko, aby pomóc mojemu dziecku, aby chociaż część jego niepewności przejąć na siebie i aby zapewnić mu w każdym dniu uśmiech na twarzy zamiast strachu i lęków.

Siedziałem więc na spotkaniu z Ewą i nie było już odwrotu. Tak, z pewnością nie było to dla mnie łatwe, ale wiedziałem że muszę spróbować. Spokojny i rzeczowy głos Ewy zaczynał na mnie działać. W pewnym momencie górę zaczęła brać moja wrodzona ciekawość. Wiedziałem już, że jestem gotów zaryzykować i otworzyć się przed tą osobą i dać się poprowadzić. W tym momencie muszę stwierdzić, że gdyby siedział przede mną ktoś inny, prawdopodobnie nie nawiązałbym takiej więzi i nie zbliżyłbym się do tego momentu. Teraz, po fakcie jestem pewny, że to właśnie osoba Ewy i jej prowadzenie rozmowy miały największy wpływ na dalsze zdarzenia. Pominę pełny opis terapii, w której brałem udział, muszę wspomnieć natomiast, że po zakończeniu czułem się tak, jak nie miałem okazji czuć się przez ostatnie dzieścia lat. Było mi na zmianę ciepło i zimno, pamiętam też, że strasznie się trząsłem. Ale to były tylko objawy zewnętrzne – reakcja emocjonalna, wewnątrz byłem spokojny żeby nie powiedzieć „zrównoważony”.

Pamiętałem każdą chwilę i każdą swoją myśl z przebiegu hipnozy. Wiedziałem też dokładnie co się stało – dlaczego wylądowałem u Ewy, czym był problem z którym do tej pory nie potrafiłem sobie poradzić. Ewa uprzedziła mnie, że po spotkaniu mogę być się „trochę rozbity” i żebym na dalszą część dnia nie planował żadnych wyczerpujących zajęć. Byłem więc uprzedzony i przygotowany, a jednak byłem zaskoczony reakcjami własnego ciała. Jednak te wszystkie objawy zniknęły praktycznie w ciągu godziny od spotkania. W przeciągu kolejnej doskonale już wiedziałem co i jak powinno się w moim życiu zmienić. Do wieczora byłem już zupełnie spokojny, czułem za to narastanie takiej energii, jakiej nigdy w życiu jeszcze w sobie nie poczułem. Miałem też silne przeczucie, że doskonale wiem co i jak będzie się w moim życiu teraz działo.

Mija właśnie 3-ci miesiąc od mojego spotkania z Ewą, a ja wciąż mam NIEWYCZERPANE pokłady siły i energię na takie działania, o jakie bym siebie nie podejrzewał. Przez te 3 miesiące zdołałem zrobić tyle rzeczy, ile nie wykonałem przez ostatnie 3 lata. W moim życiu wciąż zachodzą pozytywne zmiany – wszystko układa się zgodnie z moimi życzeniami i marzeniami, zarówno praca zawodowa, jak i życie rodzinne, ale co NAJWAŻNIEJSZE – choroba córki została „uspokojona” – planowana pilna operacja została odwołana, lekarze orzekli, że stan choroby wymaga jedynie spokojnej obserwacji z konsultacjami medycznymi co pół roku zamiast natychmiastowych działań chirurgicznych. W ostatnich miesiącach praktycznie nie miałem wolnego czasu – wykorzystuję każdą chwilę, żeby coś w domu zrobić, wyremontować, podreperować lub zmodernizować.

Każde moje działanie jest skierowane na realizację planów – spełnianie marzeń moich najbliższych. A ICH UŚMIECH DAJE MI ENERGIĘ DO KOLEJNYCH DZIAŁAŃ.

Radek